Archive for the ‘ prowokacje ’ Category

My się tak staramy…a klient chce rozwodu :(

Wszystko się, kurczę, pozmieniało. My, reklamodawcy, tak się ciągle staramy, a klient już w ogóle tego nie docenia.

Ale nie chcę pisać o tym, że to nie my decydujemy o rynku, tylko klienci. To nie my wyznaczamy trendy, tylko oni. Co gorsza, są od nas szybsi, łatwiej wdrażają się w gospodarkę cyfrową…a my jak zwykle planujemy prasę, telewizję, billboardy. Może trochę internetu, bo rośnie.

Nie napiszę też, że to niestety marka jest w większości firm pępkiem wszechświata, osią wszelkich działań, a nie klient.  Klient jest dodatkiem,  przypomnieniem wytycznych ramowych. Jest masą, którą znamy powierzchownie, żeby jakoś dało się ją uśrednić i opisać.

Chciałam napisać o tym, że choć robimy coraz fajniejsze reklamy, to klient i tak ma nas dosyć. Ma dość nieprawdziwej komunikacji, która do niego nie trafia.

Ale o tym też nie napiszę. Dużo lepiej zilustruję to filmem, który…..sami zobaczcie :

Jak mierzyć skuteczność działań marketingowych?

Prawidłowa odpowiedź brzmi: Inaczej.

Z przykrością donoszę, że w erze nowożytnej, której początek wiąże się z władzą daną klientom przez social media, wszystkie inne odpowiedzi są nieaktualne ):

Klienci mają władzę. Mogą wyrażać swoją opinię o markach i produktach, mogą je bojkotować, wybierając podcasting a nie media masowe. Nie wierzą w marketing i nie wierzą w reklamę. Nie wierzą w nic, co nie dotyka ich bezpośrednio i prawdziwie.

Jak więc mierzyć efektywność działań marketingowych?

Badasz świadomość marki? Przestań! Przestań natychmiast!

Założę się,  że Suwałki mają gigantyczną świadomość nazwy. Nawet spontaniczną. Ale kto wie o tym mieście cokolwiek ponad to, że jest tam zimno? Kto żywi wobec tego miasta jakieś emocje? Kto chciałby pojechać tam na najbliższy weekend? Kto się nie może tego doczekać? (oprócz oczywiście osób, które stamtąd pochodzą, a które gorąco pozdrawiam (:

Niestety, świadomość nie idzie w parze z emocjami, a już tym bardziej z działaniem.

Badasz udziały w rynku? Daj sobie na spokój.

Kodak też badał… Mieli najmocniejszą pozycję na rynku filmów do aparatów fotograficznych. Aż pewnego dnia okazało się, że ten rynek nie istnieje, bo klienci wolą aparaty cyfrowe. Więc nie badaj, bo może się okazać, że pewnego dnia „someone will Kodak you” ):

Przestań więc porównywać się z konkurencją, bo zawsze może się znaleźć ktoś, kogo nie weźmiesz pod uwagę.

Hm, może po prostu wyrzućmy wszystkie dotychczasowe parametry, którymi mierzyliśmy skuteczność działań marketingowych, do kosza. Najlepiej od razu. Zostawmy tylko sprzedaż i zysk, bo one określają celowość działań  każdej firmy.

Jak więc mierzyć cokolwiek w nowej erze marketingu?

Załóż bloga, a najlepiej całą stronę, gdzie klienci będą mogli z tobą rozmawiać. Nie „do ciebie mówić” – tylko „z tobą rozmawiać”. Niech mówią co się im podoba w marce, produkcie, firmie, a co nie. I jak to usprawnić. Co ulepszyć. Jak rozwinąć. Zanim się obejrzysz, będziesz miał na blogu tysiące osób, którym możesz zaufać i które ufają tobie. Osób, które są cenniejsze, niż 90% świadomości w kraju, bo znają cię, przyjaźnią się z tobą/marką/produktem. Są zaangażowani i warci więcej niż twój roczny budżet mediowy.

I teraz najważniejsze: możesz dzięki temu zmierzyć nie tylko kondycję marki, ale także zaangażowanie jej zwolenników i przeciwników. Po prostu ich zapytaj! Sami powiedzą tobie, czy ich angażuje, czy jest tylko nazwą,  z którą nie wiążą się żadne emocje.

Załóż profil na serwisach społecznościowych. Pozwól klientom śledzić twoją markę, produkty, działania. Niech zostaną twoimi fanami i opowiadają innym o tobie.

Dzięki temu, będziesz mógł pielęgnować swoje ego mierzeniem ilości fanów i atrakcyjności profilu w serwisie.  (niech będzie to rekompensatą, za odrzucenie pomiarów udziałów rynkowych, czy świadomości).

Jeśli jesteś konkurencyjnym typem (i poprzednie narzędzie pielęgnacji ego nie wystarczy) zgłoś się do rankingu Lovemarks. Lovemarks to marki, bez których klienci nie mogą żyć. Nie te, które znają (świadomość…), ale takie, bez których ich życie nie byłoby już takie samo.

Sprawdź jak postrzegają twoją markę/produkty twoi pracownicy i podwykonawcy. To nie marki konkurują dzisiaj ze sobą, tylko sieci podmiotów wokół marki. Jeśli umiesz zaangażować każdego w twojej firmie i w firmach, z którymi współpracujesz aby stali się rzecznikami marki…to jesteś na najlepszej drodze do sukcesu.

Wymyśl własne parametry. Czasy się zmieniły. Stare reguły już nie obowiązują. Stwórzmy nowe. Macie ochotę się wykazać? Podsyłajcie pomysły :)

Na koniec ilustracja z ankietą (podobno za dużo piszę, a za mało dbam o stronę wizualną (:

Wiecie co to jest Guam? Wyspa? Guam?

Odkryta przez Magellana w 1521 roku?

Terytorium zależne od USA? O, takie ma godło:

guam godło

(i już mamy świadomość, tylko kto by tam chciał pojechać….?)

A jeśli dodam, że leży gdzieś pomiędzy Hawajami a Filipinami? na północnym Pacyfiku?

(przecież marka musi być o czymś)

A wygląda tak:

guam foto

Mnie zaangażowało, a was? Rezerwujcie bilety (:

…i przestań oglądać tych cholernych LOST’ów!!!

wolność, zmiana, innowacja, kariera

Nie znosisz swojej pracy, prawda?

Siedzisz wieczorami ze znajomymi, pijesz wino, narzekasz na bossa i opowiadasz, że super byłby mieć własny biznes. Może designerską markę ciuchów do jazdy konnej dla kobiet, może produkcję najmądrzejszych zabawek na świecie,  może skuterowe taxi, cokolwiek. Ty już sam wiesz najlepiej co Cię rajcuje.

Szczerze? Obawiam się, że zabraknie Ci odwagi.

Wielka, wielka szkoda. Szansa jest dzisiaj większa niż kiedykolwiek. Korporacje nie dominują już tak jak kiedyś, klienci szukają czegoś prawdziwego. Praktycznie nie ma barier: możesz kupić co chcesz, produkować z tego co chcesz i sprzedawać to gdziekolwiek. Finansowanie? Proszę bardzo: trochę oszczędności, fundusze unijne, konkursy na biznesplany (np. taki) , inwestorzy szukający ciekawych projektów (np. ten). Promocja? Możesz dotrzeć do tysięcy konsumentów, praktycznie za free, wkładając w to tylko zajebiście ciężką pracę. Po godzinach. Zamiast oglądania co wieczór tytułowych, cholernych LOST’ów. Możesz też postawić wszystko na jedną kartę, odejść z pracy i próbować utrzymać się z tego co Cię kręci.

Czy warto? Well, kiedy  słucham takich gości to jestem na 100% pewien, że warto. Kiedy patrzę na kilku  znajomych, którzy się odważyli, to jestem na 100% pewien, że warto.

Jeśli ciągle masz wątpliwości, to mam dla Ciebie „killer question”: czy chcesz do końca życia robić to, co robisz teraz? Jeśli uczciwie powiesz sobie, że tak, super. Moje gratulacje :-)

Jeśli nie, to na co czekasz?

PS. wpis zainspirowany przez Przemka P. Wielkie dzięki :-)