Wpisy autora

Pizza a’la apple? Ja raz poproszę ;-)

innowacje, model biznesowyCzasami mniej znaczy lepiej. Czasami innowacja wynika z raczej z wykorzystania „-” zamiast nachalnego i oczywistego „+”.

Przykład? The Cheese Board Collective Pizza w Berkley, USA.

Nie mają menu, ponieważ serwują tylko jeden rodzaj pizzy, za to codziennie inny. Cena też jest stała i to dość wysoka (20$). Za to składniki są super jakości (100% organiczne), a pizza podobno przepyszna (będzie nagroda dla tego kto pojedzie i pierwszy sprawdzi ;-) ). Grają jazz na żywo, przed lokalem długa kolejka, ludzie nie mieszczą się w środku, więc przed knajpą trwa piknik & kolacja na trawie.

Wnioski dla biznesu?

Biznes model oparty o ekstremalnie „uproszczony” produkt = niskie koszty (w przypadku pizzy mniejsze straty składników i wyższa efektywność pracy) + łatwość planowania i zarządzania biznesem + wyróżnik od konkurencji i efektywniejszy marketing (co w tym przypadku chyba najważniejsze). Ludzie mają o czym gadać, a pomysł jest tak prosty do opisania, że wieści rozchodzą się w try_mi_ga.

Wracając do tytułowego Apple i ich biznes modelu, to również oni mają wielokrotnie mniejsze portfolio od konkurencji, wyróżniki produktów oczywiste dla każdego konsumenta, no i „last but not least” bardzo wyrazisty i atrakcyjny dla klientów pomysł na siebie (=kulturę organizacji).

Jakie z tygo wynikaja wnioski dla naszej międzynarodowej marki / rodzinnej firmy księgowej / „wpisz czym się zajmujesz”? Może zamiast dodawać nowe funkcję, smaki, usługi dodane, bonusy i inne gratisy, skupmy się na tym co w naszej kategorii najbardziej popularne i róbmy tylko to, lub stwórzmy w tym celu taką nową markę. Bardzo prosto, bez dodatków, wariantów, ale za to super, super dobrze. Moim zdaniem nasi biedni, przytłoczeni klienci to pokochają. Co myślicie?

Ci goście naprawdę gruuubo pojechali ;-)

Zebrane ku uciesze i pamięci, że mądrzy tego świata też mogą się nieźle mylić:

  • „We don’t like their sound. Groups of guitars are on their way out.” Jeden z menedżerów, Decca Recording Co., odsyłając z kwitkiem Beatelsów, 1962
  • „I think there is a world market for about five computers.” Thomas J. Watson, prezes IBM, 1943
  • „Heavier-than-air-flying machines are impossible.” Lord Kelvin, Prezydent British Royal Society, 1895
  • “This ‘telephone’ has too many shortcomings to be seriously considered as a means of communication. The device is inherently of no value to us.” notatka służbowa w Western Union, 1876
  • “Who the hell wants to hear actors talk?” H.M. Warner, Warner Brothers, 1927
  • “So we went to Atari and said, ‘Hey, we’ve got this amazing thing, even built with some of your parts, and what do you think about funding us? Or we’ll give it to you. We just want to do it. Pay our salary, we’ll come work for you.’ And they said, ‘No.’ So then we went to Hewlett-Packard, and they said, ‘Hey, we don’t need you. You haven’t got through college yet.’” Steve Jobs opisujący bezskuteczne próby zainteresowania Atari i H-P przygotowanym przez niego i przez Steve Wozniak’a komputerem osobistym
  • „Stocks have reached what looks like a permanently high plateau.” Irving Fisher, Profesor Ekonomii Yale University, 1929
  • „$100 million dollars is way too much to pay for Microsoft.” IBM, 1982
  • “Nuclear-powered vacuum cleaners will probably be a reality in 10 years.” Alexander Lewyt, Lewyt Corp, 1953

i jeszcze na koniec, specjalnie dla miłośników innowacji:

  • „Everything that can be invented has been invented.” Charles H. Duell, Commissioner, U.S. Office of Patents, 1899.

viral – złoto dla zuchwałych

Krótko o ziszczonym śnie marketingowca: viral. Robisz fajne video, na początek „podsypujesz” trochę promocji i cichego PR-u, a potem już chyba samo leci, no nie? Tysiące klientów rozsyłają, dyskutują, angażują się. Czad po prostu :-)

Ale żeby to na pozór łatwe danie się udało, musisz zapewnić dwa bardzo dobrej jakości składniki:

  • Dobre przyprawy. Ja ostatnio dałem się złapać na virale duńskiej turystyki (dziewczyna szukająca turysty, który jest ojcem jej dziecka) i klasyczny „will it blend”Co je łączy? Oba pokazują coś czego wcześniej nie oglądaliśmy, a wielu zobaczyć by chciało. Oba są „też social media friendly”. Prowokują do dyskusji, przeróbek i podróbek. Na koniec dnia bawimy się bardziej tym jak reagują inni ludzie, niż samym video.
  • Właściwe proporcje. Rozrywka rozrywką, ale klient musi zapamiętać o jaki „produkt” i w jakiej kategorii chodzi (chili budujemy świadomość marki). Idealnym przykładem jest tu właśnie seria „will it blend”, w której produkt (mixer, po prostu zwyczajny mixer) jest głównym bohaterem całego, nomen omen, zamieszania. Dalej liczymy na to, że dobra zabawa, którą daliśmy klientom przełoży się jakoś na nasz wizerunek. Moim zdaniem zwykle na wizerunek się raczej nie przełoży, ale może pomóc zbudować coś często  jeszcze ważniejszego – relację z naszą marką. Co do wpływu virali na sprzedaż, to moim zdaniem jest podobny jak innych działań wizerunkowych – nie szkodzą, ale w większości przypadków same nie wystarczą ;-)