RYBY ul. Wiktorska, Warszawa
Jeśli jeszcze tam nie byłeś, nie masz usprawiedliwienia. Jako klient, a jeszcze bardziej jako profesjonalista, musisz zobaczyć, jak się robi naprawdę zawodowy biznes.
Z zewnątrz sklep nie wygląda imponująco (poznasz go od razu, po szyldzie z napisem RYBY, farba lekko opada, skojarzenia z minioną epoką nieuniknione). Niech cię to nie zmartwi, kiedy poznasz jego magię, przestanie się to dla ciebie liczyć.
Sklep prowadzą panowie (na moje oko i z tego co podsłuchałam spokrewnieni, a raczej reprezentujący kolejne pokolenia w biznesie rodzinnym). Ale, co to za biznes!
Pozwól, że zilustruję go scenką rodzajową:
- A ten łosoś, to co taki dziwny jakiś? taki ciemny? – pyta klientka, podejrzliwie spoglądająca w stronę ryby, rzekomo świeżej.
Sprzedawca nie speszył się ani trochę. Nabrał tchu i zadumał się, jak przed dobrą opowieścią. Po czym zaczął, robiąc długie pauzy między kolejnymi zdaniami, jakby ważąc ich treść: – Wie Pani, złowili go na Morzu Barentsa. 30 kilo ważył. Zadzwonili do mnie, czy go chcę. Oczywiście, że kupiłem. Kolega ma wędzarnię. 4 razy w zimnym dymie wędził.
Po dłuższej chwili klienta odezwała się, mówiąc już trochę ciszej: – Taki większy kawałek poproszę.
Też go kupiłam. Również nie zapytałam o cenę. A potem, jak ten laik dodałam jeszcze tylko: – I jeszcze te oliwki zaryzykuję.
- Nic Pani nie ryzykuje. – odparł rzeczowo sprzedawca.
Szanowni Państwo, kierownicy i specjaliści wysokiego szczebla: umiecie tak robić biznes?
Jeśli nie, zapraszam na Wiktorską. Doświadczycie prawdziwej magii profesjonalnej sprzedaży.


