Soki Fortuna są bez cukru, a Tymbark to nawet jest z owoców ;)

Tymbark bez cukru

…i to z samych owoców. W 100%. Super.

Tak jak zakładałem jakiś czas temu we wpisie na temat soków Fortuna na odpowiedź pozostałych wielkich tego rynku długo nie trzeba było czekać. Tymbark szybciutko poinformował świat, że cukru nie dosypuje, aby chwilę później wystartować z nową kampanią.

W całym temacie bardzo fajne jest to, że nie tylko pojawiła się kolejna innowacja w produkcie, ale dodatkowo ubrano to w całkiem zgrabną komunikacyjną akcję „Wiem co piję”.

Cały pomysł odwołuję się do konceptu sprawdzonego już na zachodzie (np. przez tych kreatywnych i proekologicznych ludzi z UK), czyli do opisywania składu soku nie poprzez procenty i składniki, ale poprzez ilość owoców. Zamiast tradycyjnego: „woda, koncentrat soku jabłkowego,…” mamy więc: 4 jabłka, 20 jagód, 1,5 gruszki. Prawie jak z babcinego kajeciku z przepisami. Dużo fajniej, dużo smakowiciej prawda?

No i nie można było tak od razu? ;)

Start’up, czyli maxi strategia dla mini firmy

Biorę właśnie udział w bardzo fajnym projekcie, w którym pomagamy kilkunastu przedsiębiorcom przygotowującym swoje start’upy do wejścia na rynek. Jako człowiek ambitny, w pracy nad strategią i innowacjami postanowiłem wykorzystać topowe narzędzia i metodologię, dokładnie te same, na których opierają swoje sukcesy znane ze swojej innowacyjności firmy. Muszę się szczerze przyznać, że miałem początkowo obawy czy nie przesadziłem i czy powinno się tworzyć strategie portfela produktów dla firmy która musi jeszcze zdobyć swojego pierwszego klienta. Okazuje się że ma to sens i to czasem większy niż w przypadku dużych firm. Dlaczego? Kiedy wchodzimy na rynek wszystkie innowacje i strategie są możliwe. Nie ograniczają nas oczekiwania naszych klientów czy zrealizowane już inwestycje. Możemy zrobić wszystko. Możemy zrobić to co najlepsze. Wniosek? Logika budowania strategii biznesowej czy tworzenia innowacji dla jednoosobowej firmy i koncernu jest dokładnie taka sama. Za jakiś czas przygotujemy opracowanie pokazujące jak zrobić w pełni profesjonalną strategię w małej firmie lub startu’up-ie, ale na dobry początek przygotowałem kilka kluczowych tematów i pytań, nad którymi każdy start’upowiec powinien się pochylić:

- benefit, benefit, benefit, benefit… po co tak na prawdę istniejemy na rynku? Jaki problem chcemy rozwiązać? Czy jest on powszechny? Jak bardzo jest on ważny? Czy nasi potencjalni klienci budzą się i zasypiają myśląc o tym problemie (oczywiście dla nas to bardzo dobrze), czy musimy ich przekonać do tego, że ten problem istnieje (jest to możliwe, ale baaaardzo trudne z punktu widzenia małej, niemającej wielkich zasobów firmy)

- w jaki sposób wyznaczamy cenę? Opieramy się na cenach konkurencji, czy wychodzimy od naszych kosztów? A może stosujemy oba podejścia równocześnie? Z czego wynika nasz zysk: z zakładanej przewagi kosztowej nad konkurencją, czy z unikalnej wartości, którą oferujemy naszym klientom?

-  czy coś dzieli naszych klientów? Może ich potrzeby w istotny sposób się różnią (każda grupa oczekuje od nas rozwiązania innego problemu)? A może w różny sposób będą korzystać z naszego produktu (czas, częstość, intensywność)? Możliwych podejść do segmentacji są setki, a każda z zaobserwowanych różnic będzie wpływać na atrakcyjność tej grupy dla nas, benefity, które powinien oferować nasz produkt czy naszą strategie marketingową czy sprzedażową.

Ufff…  Skomplikowane? Moim zadaniem zdrowy rozsądek i wiedza o tym jakie pytania powinniśmy zadać (patrz wyżej) wystarczą.  Powodzenia :)

Innowacja tygodnia: Piwo Łomża Niepasteryzowane

Mała, zgrabna, dla wielu pewnie „kultowa” brązowa buteleczka… Prosta, naturalna etykietka… Tradycyjna, niepasteryzowana technologia… Ja kupiłem i wypiłem :) Smakuje całkiem fajnie, ale kogo obchodzą moje gusta w temacie piwa? Wracajmy więc lepiej do tematu i zastanówmy się dlaczego ta innowacja udać się może…

Po pierwsze, opiera się ona na dwóch silnych trendach. Na poziomie emocjonalnym część polaków tęskni za produktami sprzed ery masowej konsumpcji (czyli wykorzystano tu trend „nostalgia„). Dodatkowo piwo robi lokalny browar ze wschodniej Polski (czyli trend „lokalność”), który chyba zaczyna w końcu odnajdywać swoje miejsce na rynku. Jeżeli idzie o sam produkt, to choć nie widać w Polsce takiego jak na zachodzie boomu na żywność tradycyjną czy organiczną, to jednak najbardziej wymagający klienci również u nas chętniej sięgają po produkty tego typu. Sukcesy Krakowskiego Kredensu czy produktów Benedyktyńskich są tego najbardziej widocznym przykładem.

Wnioski? Czasami szukając pomysłów na przyszłość najlepiej jest poszperać w zakurzonej teczce ze wspomnieniami. Rynku masowego pewnie na razie w Polsce nie zawojujemy, ale jeśli do tradycji dołożymy szczyptę nowoczesnej stylistyki i wysoką jakość samego produktu, to widoki na wysokie marże i lojalnych klientów mamy całkiem, całkiem apetyczne ;)

Krótkie PS. To maleństwo chyba trafiło w rynek. Poniżej fotka ze sklepu na której jest już tylko „miejsce po Łomży”. Piw niepasteryzowanych z lokalnych browarów jest już w sklepach sporo, ale design’em Łomża wygrywa przez nokaut. Brawa dla działu marketingu i trochę mniejsze dla działu sprzedaży (wiem, wiem lato to nie są dla piwnych chłopaków wakacje) ;)