Faceci z brodami, czyli czego pragną kobiety

Jeszcze parę lat temu facet liczący na jakieś zainteresowanie ze strony pań, mógł sobie pozwolić najwyżej na 3 dniowy zarost, i to tylko wtedy, gdy miał opinie buntownika i był seksowny jak nie przymierzając sam Dr. House.

Ostatnio chyba jednak coś się zmieniło.  Brad Pitt wygląda jak członek gangu motocyklowego…

IC_00290539

…, George Clooney jeszcze nigdy nie był tak groźny…

1107_george_clooney_gf_00

…, a ukochany przez nastolatki Robert Pattison, hmm, sami widzicie…

Robert Pattinson

Moja osobista teoria? Wszystko przez ten cholerny kryzys. Pewnie po prostu gwiazd nie stać na maszynki do golenia. Może trochę przesadzam, tak źle to oni nie mają. O co więc tutaj chodzi? Hmm, może winę za całe te zarośnięte zamieszanie ponoszą… kobiety?

No dobra, dobra, może nie kobiety, a raczej nasza, męska potrzeba odpowiedzi na ich pragnienia.

Po prostu po kilkunastu latach światowego prosperity, przewidywalnej przyszłości i lalusiowatych facetów, nadeszły mroczniejsze czasy. Nic już nie jest pewne, etat wisi na włosku, a oszczędności utopiliśmy podczas krachu na giełdzie. To nie są czasy na meteroseksualnego partnera, który chodzi ze swoją partnerką na pilates i liczy kalorie. To są czasy na gościa, który pójdzie do lasu i coś upoluje. No dobra, niech przynajmniej wygląda jakby w razie konieczności dał radę coś takiego zrobić ;-)

Ale co to ma w ogóle wspólnego z biznesem? Po pierwsze, półka z trymerami z sklepie z AGD pięknie rośnie. Po drugie, na marketingowym poziomie już widać wysyp zarośniętych gości w reklamie. Po trzecie, jeśli sprzedajesz do kobiet, to warto się zastanowić jak spadek ich poczucia bezpieczeństwa wykorzystać wprowadzając lub sprzedając produkty.

Obiecuję, naprawdę warto.

Być jak Steve Jobs

Steve_Jobs_with_MacBook_Air_2Zbierałam się od dłuższego czasu,  żeby napisać polemikę z wszelkimi tekstami z cyklu “cała tajemnica Steva Jobsa i Apple”. Tak, chodzi o to video, według którego sekretem i kwintesencją prezentacji produktów Apple jest seria cytatów “awesome, amazing, awesome, cool, amazing, awesome…” itd. Zdaniem niektórych to cała tajemnica.

Obserwuję prezentacje Steve’a Jobsa od dłuższego już czasu. Wyciągam z nich wiele pomocnych wskazówek odnośnie tego, jak przeprowadzić słuchaczy przez historię, którą opowiadam. Nie tylko zresztą Jobsa. Równie inspirujący jest Seth Godin czy Gary Vaynerchuk (choć każdy w swoim unikalnym stylu). Nie jestem fachowcem od prezentacji. Prezentuję często, więc chciałabym robić to dobrze. Daleko mi do takich guru jak Carmine Gallo, który jest coachem ds. komunikacji i spędził kilka lat analizując styl Steve’a Jobsa. Na rynek wyszła właśnie jego kolejna książka pt. The presentation secrets of Steve Jobs.  Krótko na ten temat w BusinessWeek, prezentacji i wywiadzie. Carmine wypowiadał się już wielokrotnie nt. poszczególnych prezentacji Jobsa i ciekawa jestem podsumowania wszystkich działań. Ale tyle o nim.

Chciałam się przy tej okazji podzielić tym, co mnie inspiruje w prezentacjach Steve’a Jobsa i zmienia moje podejście do wystąpień publicznych:

1. Prosty przekaz.
Na wielu poziomach: prostych slajdów, tytułów, sformułowań, minimalizmu samego opowiadania. Jakże dalekie jest to od treści w punktach i czytania (nie prezentowania!) tego co jest na slajdach. Steve nie ma co czytać, więc opowiada historię. Opowiada ją sprawnie, przemyślanie. Najważniejsza myśl zawsze zostaje w głowach słuchaczy.

2. Symbolizm.
Obraz, symbol są silniejsze niż cała strona bulletów. Pamiętacie zdjęcie notebooka wyjmowanego z koperty? Jak to wytłumaczyć w jednym zdaniu?

3. Interakcja.
Prezenter jest najważniejszy. To on tworzy historię i on buduje napięcie w słuchaczach. Pamiętacie jak opowiadał o wprowadzeniu 3 różnych urządzeń w tym samym czasie? Powtórzył komunikat kilkukrotnie tasując slajdy z symbolami tych urządzeń. Niczego nie podał na tacy, nie wypisał czarno na białym, bo wtedy mogłoby go na tej prezentacji nie być. No i kto by to pamiętał?

4. Warsztat.
Steve Jobs zawsze panuje nad sytuacją. Zwróćcie uwagę jak używa powtórzeń, jak wraca do głównego przekazu. Wszystko ma przemyślane i przećwiczone. W każdej prezentacji widać wiele godzin ciężkiej pracy koncepcyjnej, a potem także aktorskiej (bo czymże innym jest prezentowanie, jak nie rodzajem aktorstwa?). Pełen profesjonalizm.

Osobiście nie do końca rozumiem zachwyt nad mową inauguracyjną na Uniwersytecie Stanford w 2005 roku, która jest uważana za najlepsze wystąpienie Jobsa. Mam chyba bardziej pragmatyczne podejście i inspirują mnie prezentacje produktowe i biznesowe. Taka słabość. Myślę jednak, że warto ciągle na nowo przeglądać wszystkie prezentacje Jobsa, na świeżo oceniając co nam się może przydać i kiedy. Może nawet przeczytanie książki Gallo nie zaszkodzi, co myślicie?

On i ona, historia pewnej rozmowy…

Wypełniłem dzisiaj ankietę.

Sklep internetowy, w którym od czasu do czasu kupuje, przysłał mi mailem grzeczną prośbę o wyrażenie opinii na temat ich usług. Ok, grzecznie proszą, jasno piszą po co to robią, obiecują że zajmie mi to max 5 minut, więc grzecznie wypełniam. Taki już ze mnie fajowy klient ;-)

Pytania jedne lepsze, inne gorszę, normalka. Wypełniam, wysyłam, dostaję komunikat “Dziękujemy”, po sprawie, prawda?

Stop. Wcale nie po sprawie. Ktoś tu właśnie okropnie dał ciała. Ktoś zmarnował super okazję.

Marketer poprosił o coś klienta, nie obiecał mu nic w zamian, a tu ktoś poświęca swój czas i uwagę. Wyobraźmy sobie, że taka cała ta sytuacja przebiega jak zwykła rozmowa…

marka, brand Pani Marka: powiedz mi co o mnie myślisz? Ale wiesz, postaraj się, tak całą prawdę, bez ściemy :-)

.

klinet, konsument Pan Klient: spoko, możemy chwile pogadać :-) . Lubie to, wkurza mnie tamto, brakuje mi tego… (nawija przez kilka minut)

.

marka, brand Pani Marka: dobra, dzięki za info. Fajnie było, ale muszę lecieć.

.

klinet, konsument Pan Klient: zaraz, zaraz, tak już? Teraz jak znamy się lepiej, to może pogadamy jeszcze kiedyś? Halo, jest tam kto? Halo…

.

Zostawmy na boku wartość badawczą ankiety, skupmy się na relacji pomiędzy klientem a marką. Sytuacja zmusiła klienta do tego, żeby pomyślał chwilę o danym brandzie, pewnie mocniej się zaangażował. Pewnie jest teraz gotów na więcej. Może za moment coś kupi? Może kiedyś zaprosi innego klienta do skorzystania z usług sklepu? Tysiąc możliwości żeby kontynuować konwersacje i rozwijać przez to relacje i biznes. Nie chodzi o to żeby dać mu nagrodę za to, że wypełnił ankietę. Chodzi o to żeby wykorzystać jego chwilowe zaangażowanie (w dzisiejszych czasach bezcenne!)  i zmianę w poziomie relacji z marką. Taka ankieta jest tylko jednym z takich momentów, równie dobrze może być to składane reklamacji, czy piąty zakup zrealizowany w danym sklepie. Cokolwiek.

Kogo dzisiaj stać na to by marnować takie okazje?